DZIECIACZKI CZYTAJĄ
wtorek Listopad 21st 2017

Ciekawe strony

Treści własne

Archiwa

Święta… jeszcze tylko chwila

Mamo, kiedy będzie śnieg? To pytanie króluje u nas w domu już od jakiegoś czasu. No bo jeśli śnieg, to Mikołajki, to Święta, to urodziny Małego M. Tak, nasz zimowy kalendarz jest dość napięty, bo gdy kończy się świąteczna gorączka, to jeszcze przed nowym rokiem mamy imprezę urodzinową. I tak mniej więcej od października Mały M. odlicza czas. Święta sa więc u nas jakoś szybciej, wyczekujemy tych chwil bardzo, ale kto nie wyczekuje? Jeśli w domu są dzieci, to magiczny czas staje się jeszcze bardziej wyjątkowy. Podczas ostatniej wizyty w bibliotece dostrzegłam dwie niezwykłe książki o tematyce świątecznej. Stały sobie jakby wyczekujące, bo przecież na taką literaturę jeszcze nie jest pora. Trafiły do nas do domu i od tej pory dzieciaczki się od nich nie odklejają.

Jeśli więc szukacie książek, które na dłużej zajmą wasze maluchy, to te na pewno się sprawdzą. A co jest w nich takiego niezwykłego? Proszę bardzo, już przedstawiam! :)

1. Otwierane okienka – każde dziecko to lubi, bo nie wiadomo, co jest ukryte pod różnymi zasłonkami. W jednej z książek dowiemy się, co Mikołaj ma w kieszeniach płaszcza i co jest w worku Mikołaja!

2. Ukryte listy, książeczki, karteczki, mapy.  Jak trafić do Mikołaja, co zrobić, aby prezenty do nas trafiły, wskazówki dla Mikołaja – zaglądamy więc do niezwykłego świata fantazji

3. Niezwykłe dodatki -i tu choćby magiczny pyłek! Ach!

4. Niezwykle piękne rysunki – kraina śniegu, białe lisy, polarne niedźwiedzie, śnieżne połacie. Cudnie:)

5. Fabryka prezentów – dzięki tym książkom zajrzymy do najciekawszego miejsca na świecie. Jak powstają prezenty, kto je wykonuje. Zajrzymy we wszystkie możliwe zakamarki.

To tylko najlepsza piątka. Książki z Mikołajem na okładce przenoszą dzieci i, nie ukrywajmy, że również nas :), do świata bajkowego, powrotu do dzieciństwa, magii i czarów, a to dzieje się przecież tylko raz w roku!

Małpka Fiki-Miki i CZAROWANIE PRZEZ CZYTANIE! :)

images

Wczorajsze hasło dnia brzmiało: Goga-Goga.  Kto nie wie, kim jest Goga-Goga, ten musi zajrzeć do komiksu. Już zapomnianego, nieco archaicznego, momentami jednak o dość strasznej treści, czyli do komiksu, noszącego tytuł „Awantury i wybryki małej małpki Fiki-Miki” W ramach projektu „Czarowanie przez czytanie” mogliśmy przeczytać właśnie ten utwór lub „Księgę dżungli”. Trochę z przekory sięgnęłam po komiks. Nie przepadam za tym utworem czy choćby za Koziołkiem Matołkiem, ale tę twórczość Kornela Makuszyńskiego chciałam dzieciaczkom pokazać. Jak się okazało, zarówno Mały M., jak i Mała M. byli małpką oczarowani. Zwrócili uwagę na dwie kwestie: dzikie zwierzęta, które pojawiały się na kolejnych stronach (a to krokodyl, a to wąż, lew czy wielbłąd). Drugą rzeczą były okrutne postępki ludzi wobec zwierząt. Ucieszyła mnie ich wrażliwość, dostrzegli, że nie wolno tak traktować zwierząt, wiązać, zamykać, kaleczyć.

Skupiliśmy się jednak na przygodach małpki i na tym, kogo spotykała na swojej drodze. Nie bez przyczyny  zajrzeliśmy do komiksu, bo ślady tej formy literackiej można odnaleźć w naszej zabawie. Pokusiliśmy się o ruchomy komiks, tak nazwaliśmy swoją pracę, w której nie brakowało elementów dramy, rozwijania motoryki małej, kreowania losów postaci, ćwiczenia w pisaniu, a przede wszystkim działania na wyobraźnię, wszak sam Mały M. powiedział: – Mamo, żyrafa tez może być, przecież to nasza wyobraźnia.

20171027_19271820171027_191753

Zaczęliśmy od skrawków bibuły i papieru do pieczenia. Mali M.&M. rwali, skręcali i łączyli poszczególne materiały, do tego doszły suszone gałązki mięty i drzewo gotowe, za orzechy posłużyły nam zebrane niedawno żołędzie, bo przecież małpka Fiki-Miki chętnie czymś rzucała z drzewa.

20171027_190124Na drzewie usiadła więc małpka, a pozostałe postaci, czyli  Goga-Goga, narysowany przez Małego M., oraz zwierzęta dostawały w czasie zabawy odpowiedni tekst. Do napisania tekstu potrzebne nam były patyczki laryngologiczne i wycięte chmurki. Mały M. pisał to, co akurat bohaterowie książki chcieli powiedzieć. Małpka i jej przyjaciel uciekali zatem przed wężem, ratowali słonia, wszelkie swoje przygody dzieciaczki opowiadały, pisały, odgrywały.

 Efekt pracy widać na zdjęciach.

20171027_19232320171027_19254020171027_192728

Tajemniczy ogród i pierwsza odsłona Dzieciaczków w projekcie „Czarowanie przez czytanie”

img_2126

„Tajemniczy ogród” to książka, do której wracam bardzo często. Omawiam ją z moimi uczniami. To omawianie wygląda bardzo różnie, zazwyczaj inaczej w każdym roku, bo co innego mnie w danej chwili inspiruje i na co innego chcę zwrócić uwagę.

Duża świadomość tej książki spowodowała, że właśnie chyba ja (bo jak się okazało, wcale nie moje osobiste dzieci) miałam z nią niezły kłopot. Śmierć rodziców, choroba, cierpienie dziecka, opuszczenie to nie są przecież tematy, które chciałabym poruszać przy mojej trzylatce. Mały M. już większy, ale nie na tyle, aby była to książka dla niego. Postanowiłam jednak zmierzyć się z tym. Wstęp do książki opowiedziałam, powiedziałam, kim jest Mary, Collin i … wybrałam opisy ogrodu. Na nich się skupiliśmy. Czytałam fragment, w którym Mary pierwszy raz otwiera ogrodową furtkę, potem te miejsca, gdzie opisywane są odwiedziny ogrodu przez dzieci.

Moje Małe M. słuchały uważnie, co kilka zdań dopytywały, co stanie się w tym ogrodzie, skoro jest on tajemniczy. Zwłaszcza Mały M. skupił się na tajemnicy. Tajemnica przecież jest ciekawa, nieodkryta, może być wszystkim.

W czasie mojego czytania powstały piękne ogrodowe rysunki. W żaden sposób nie chciałam tego ukierunkowywać. Malowaliśmy pastelami, rozmazywaliśmy je palcami. Miało być po prostu barwnie.

20170922_17573920170922_201749

Zapytacie…

Czyli zrobiliście rysunki, no dobrze, a coś więcej? Otóż to! Było coś więcej! … PAPIEROWE TALERZYKI.  

Pamiętacie fragment, w którym Mary odkrywa, że w tym, wydawałoby się, martwym ogrodzie można znaleźć białe cebulki kwiatów . Dla nas białe cebulki to białe kropki na papierowych talerzykach. Potrzebowaliśmy jeszcze tylko farb. Wystarczyło zamoczyć w farbach palce i nakładać kolory na białe cebulki, a co potem? Mały M. stworzył ogród barwny, ale dość uporządkowany. Mała M. postanowiła, że w jej ogrodzie kolory się zmieszają, czego efektem była dominująca ciemna zieleń.

Talerzy, farba i tekst o ogrodzie, a inspiracji masa.

 20170929_14110420170929_141134

Moi piątoklasiści tymczasem walczą  z lapbookiem. A tak naprawdę, nie chcą wychodzić  z sali. Kiedy mówię, że za trzy minuty dzwonek i trzeba zacząć sprzątać, to wołają: już? niemożliwe? O nie! I to jest piękne. Takie lekcje to jest to, co kocham najbardziej, bo wiem, że proces twórczy ruszył niczym rozpędzona machina i nikt nie chce jej zatrzymać. Nie mogę pokazać Wam wszystkich lapbooków, czyli książeczek z mnóstwem kieszonek, malutkich zeszytów, harmonijek, wstążeczek, rysunków, zakamarków, bo dopiero w przyszłym tygodniu te dzieła do mnie spłyną. Na zdjęciach widać, jak dzieciaki dzielnie tworzą lapbook, poświęcony „Tajemniczemu ogrodowi”. Opis postaci, elementy świata przedstawionego, informacje o autorze to wszystko zapisujemy w lapbooku, nie w  zeszycie w linie, a w książce kolorowej, malowanej, a przede wszystkim mojej, własnej, a przecież wiemy, że to, co dziecko samo stworzy, zostaje w głowie na dłużej.

 20170926_10151320170926_10154020170926_10163320170928_110951-e1506686336955-1024x779

Tutaj wklejam link, pod którym znalazłam szablony do pobrania: https://pl.pinterest.com/BubaBajdocja/lapbook-notebook-r%C3%B3%C5%BCne/?lp=true

Czy papierowe encyklopedie są jeszcze atrakcyjne?

Lubicie stare książki, o specyficznym zapachu, lekko pożółkłych kartkach i tym czymś…hmmm. Ja uwielbiam, chętnie zaglądam do antykwariatów, odwiedzam targi, śledzę grupy na fb i  po prostu szukam książek. Tym wpisem rozpocznę serię wpisów o książkach z naszego dzieciństwa, o klasycznych wydaniach i tym razem nie z biblioteki, lecz gdzieś odkrytych, wyszperanych, otrzymanych w prezencie.

Jakże często coś, co dla jednych jest niepotrzebne, dla drugich staje się niezwykłą zdobyczą. Tak było w wypadku kupionej poprzez facebooka ogromnej księgi :)

IMAG0591

Sporo w niej artykułów przestarzałych, nieaktualnych, te omijamy lub czytamy z przymrużeniem oka, większość jednak do omówienia z młodym czytelnikiem jak najbardziej się nadaje. I tak już pod pierwszym hasłem administracyjny podział kraju (oczywiście, nieaktualny) pokazujemy dzieciaczkom herby miast, bo to właśnie ilustracje są tu najważniejsze, przejrzyste, duże, wyraźne. Chcecie zobaczyć, jak kiedyś wyglądały apteki, zajrzyjcie pod hasło apteki (dla mnie ciekawe okazało się zdjęcie z Tarchomińskich Zakładów Farmaceutycznych). Stroje ludowe pojawiają się w różnych częściach książki. I tak, czy ktoś wie, jak wygląda strój górali cieszyńskich, ja nie wiedziałam, a wystarczy zajrzeć pod Beskidy. Duże zdjęcie z budowy Dworca Centralnego w Warszawie zainteresuje niejednego fana Boba Budowniczego.

Ostatnio ogromną popularnością cieszą się książki, w których zebrane są ilustracje roślin czy zwierząt. W Encyklopedii pod różnymi hasłami odnajdziemy drzewa z polskich lasów ze sporymi rysunkami liści, grzyby, rośliny i zwierzęta wód śródlądowych lub chociażby odmiany zbóż. Prawdziwy inwentarz! Spośród wielu ciekawych haseł i świetnych zdjęć, a jednak typowych dla książek popularnonaukowych i naukowych okresu Polski Ludowej musiało się znaleźć hasło PZPR z wyraźnymi sformułowaniami nowomowy, no cóż, rocznik wydania książki robi swoje :/

IMAG0590

Te części książki zrekompensują nam wpisy i zdjęcia z sortowni jedwabiu, stoczni, zakładów papieru, zdjęcia śmigłowców, wagonów, a do tego mnóstwo ilustracji przedstawiających stroje i obyczaje z Polski XV, XVI, XVII wieku, a także te wcześniejsze i późniejsze. Czyż nieinteresujące dla nas, ale i dla naszych dzieci będą ilustracje dzieci w mundurkach zuchów, a jakże :)

 

 

 

Może kiedyś komuś mignie gdzieś na stoisku starych książek „Encyklopedia dla dzieci. Polska – moja Ojczyzna”. Ja kupiłam za 6 zł, czy ktoś mnie przebije :)

 

Pomelo w świecie kształtów

Wielokrotnie sięgamy po kolejne części „Pomela”. Tym razem trafiliśmy w bibliotece na „Pomelo i kształty”, książeczkę o wiele grubszą o tych, do których przyzwyczaiła nas autorka Ramona Badescu. Moje dzieci uwielbiają oglądać niezwykłego, małego słonia, który dużo rozmyśla i ma dość niecodzienne pomysły na siebie i otoczenie. Do tej pory Pomelo dostrzegał kolory, był zakochany, opuszczał swój ogród, tym razem odkrywa kształty, a my wraz  z nim. Jesteśmy na takim etapie, że fascynujemy się kształtami. Ostatnio Mały M. zapytał: „Mamo, czy to jest romb?”. Jest więc coś na rzeczy. Pomelo jednak nie myśli o kształtach tak zwyczajnie, po prostu. Jego kształty są nietuzinkowe, on sam może być wielorakich kształtów, i to, w czym być może nie zobaczylibyśmy kształtu na przykład trójkąta, tu w tej książce… zobaczyć musimy. Jabłko jest okrągłe, no może i jest, ale gdyby tak było nieco bardziej kwadratowe… hmm, czemu nie. Zabawa z kształtami, figurami niezwykle rozbudza fantazję, myślenie pojęciami, przybliża świat matematyki. Nigdy tego za wiele. Tu dodatkowo wyraźnie wychodzimy poza to, co znajome. Myślimy, poznajemy, kreujemy, bo zainspirowani książką przechodzimy dalej, szukamy wśród znajomych przedmiotów kształtów zwykłych i niezwykłych.

IMAG0496 (1)IMAG0497 IMAG0498IMAG0499 IMAG0500

A jeśli jeszcze Wam mało, mogę zaproponować grę Colorama – gra w kolory i w kształty, utrwala nazewnicwo, uczy klasyfikowania, rozwija spostrzegawczość. My gramy w nią dość często i do tego niekoniecznie zgodnie z instrukcją.

IMAG0501 IMAG0502

Najchętniej jednak wycinamy przeróżne kształty z kolorowych kartek i tworzymy z nich ilustracje, czasami z samych kół lub z samych trójkątów, a czasami ze wszystkich, które mamy. Układamy według wcześniej wymyślonego samodzielnie wzoru lub zupełnie inaczej, bo spontanicznie, naklejamy na kartkę i obraz gotowy.

IMAG0503To akurat praca dwuletniej Małej M. (buźka moja ;))

Miłej lektury i znakomitej zabawy :)

Biblioteka – skarbnica możliwości :)

Co robimy w bibliotece? Odpowiedź prosta… Wypożyczamy książki. Tak, przede wszystkim. Możemy jednak robić o wiele więcej. My z tej możliwości korzystamy. I dzisiaj o tym.

Bardzo lubię chodzić do biblioteki i zarażam tym swoje dzieci. One też już to lubią. Jednak biblioteka bibliotece nierówna.  Bardzo długo byliśmy wierni jednej z tarchomińskich bibliotek, bo jej wyposażenie przyciągało dzieci. Nie było nam tam jednak zawsze po drodze, gdy zatem otwarta została kolejna placówka tuż za rogiem, od pewnego momentu zaczęliśmy bywać tam. Kącik dziecięcy jednak o wiele mniejszy, wózkiem nie wjadę i mimo, że księgozbiór dość pokaźny, a przede wszystkim więcej książek dla mamy i taty, to jednak chyba zaczynamy wracać do tej naszej ulubionej. We wtorek ją odwiedziliśmy. I co się okazało? Ach, stęsknione dzieci zajęły się sobą idealnie, mamusia spokojnie wybierała książki, aż z tej radości, że tak pięknie moje dzieciaczki zabawione i zaczytane, wzięłam nawet kilka książek totalnie pod dziecko (czytaj: Angry Birds, a co!). A zatem…hmm… co możemy robić w bibliotece?

Oto nasza lista, stworzona po wtorkowych odwiedzinach dziecięcej biblioteki :)

1. Bawimy się torami i kolejką (drewniane elementy wyposażone w dźwięki to już istny szał ;) ) lub innymi dostępnymi zabawkami. 2. Gramy w grę „Spadające małpki” lub inne tego typu. 3. Gramy w planszówki. 4. Budujemy z klocków k’nex, a jak ;) 5. Wchodzimy do tekturowego domku, zabrawszy uprzednio do niego wielkiego Kubusia Puchatka i inne przytulaski. 6. Układamy drewniane puzzle. 7. Bawimy się drewnianymi układankami. 8. Siedzimy na sofie i czytamy. 9. Kolorujemy. 10. Wypożyczamy książki. 11. Kupujemy książkę za dwa złote (a trafiła nam się perełka, o niej już w osobnym wpisie). 12. Mama wypożycza gazety (np.  Twój Styl). 13. Wypożyczamy płyty, audiobooki i płyty dvd. 14. Zapisujemy się na popołudniowe  zajęcia.

Zapewne coś przeoczyłam, grunt, że biblioteka to miejsce, w którym czeka na nasze dzieci mnóstwo atrakcji, przemyślanych aktywności. Nie froterujemy już podłóg malutkimi dywanikami (kto pamięta szmatki, na których jeździło się po bibliotece :) ), biblioteki tętnią życiem. A książki na półkach to bardzo często nowości,  całe serie, książki do czytania i książki interaktywne, które w swoje ręce mogą wziąć już najmłodsze szkraby.

IMAG0464 (1)

Po powrocie do domu czekają nas kolejne długie minuty, a nawet mogę pokusić się o stwierdzenie, że czekają nas godziny  zafascynowania książkami, dzieci oglądają i mówią o tym, co widzą, opowiadają i chcą, aby im czytać. A o to przecież chodzi.

IMAG0467

A Wy do jakich bibliotek chodzicie? Którą polecacie i dlaczego? Kto wybierze się jeszcze w tym tygodniu do biblioteki?  Dajcie znać, co Wam wpadło w ręce. A o której bibliotece ja pisałam? :) :) :)

Kolorowo, zdrowo, warzywnie i owocowo

Jedzenie jest fajne! Takie hasło zobaczymy na okładce książki Eweliny Godlewskiej i Marty Piastowskiej z rysunkami Doroty Tajster „Pampi na talerzu”. Otóż jest! Zwłaszcza kolorowe, niebanalnie podane, wykonane wspólnie. Kartonówka „Pampi…” jest nasycona kolorami, otwieramy bowiem książkę i na kolejnych stronach odkrywamy soczystą zieleń, intensywną żółć, cudowne błękity i mnóstwo innych barw. A wszystkie one towarzyszą ilustracjom warzyw (brokuły, marchewki, ziemniaki, pietruszki), przetworom mlecznym, zupie. Kolejne strony to odrębne krainy właśnie, jest gar pełne rosołu, a w nim piraci i złote skarby, brokuły zamieszkujące las, ziemniaki w tunelach, owoce szybujące w przestworzach, mamy także pietruszkowy plac budowy i złodzieja okradającego bank. Każda strona to inna, dowcipnie ukazana opowieść.

IMAG0372 IMAG0373 IMAG0374 IMAG0375

Wszystkie miejsca odwiedza uroczy Pampi, a dzieci wraz z nim próbują między innymi wydostać się ziemniaczanego tunelu, odnaleźć złodzieja, odszukać zwierza, który zrobił dziury w serze. Mnóstwo zabawy, ciekawych zadań, bo jedzenie nie musi być nudne, wręcz przeciwnie. Po tej lekturze Mały M. i Mała M. pobudzeni jedzeniowo i kolorystycznie przygotowali ze mną warzywne leczo, zabawy przy nazwach warzyw, określaniu kolorów, obieraniu i krojeniu było co niemiara.

IMAG0368

Książka zainspirowała nas do wielu innych aktywności. Warzywa i owoce zachęciły czytelników do obrazkowej zabawy z serią CzuCzu, układaliśmy zagadki i nazywaliśmy warzywa. IMAG0376

A jeśli komuś by było mało, to polecamy  jeszcze grę w kolory, tym razem skorzystaliśmy z serii Kapitan Nauka. Porozkładaliśmy kartoniki z kolorami i szukaliśmy przedmiotów w tych samych kolorach, oczywiście dzieciom najłatwiej było przeszukać swoje zabawki. Dla Małego M. zabawa ta stanowiła utrwalenie kolorów i ćwiczenie spostrzegawczości, dla Małej M. to po prostu nauka kolorów i ćwiczenie umiejętności dopasowywania barw. Śmiechu mnóstwo, a nauki poprzez zabawę jeszcze więcej.

IMAG0371

Książka o jedzeniu stanowi znakomitą propozycję dla łasuchów i niejadków, tych pierwszych zachwyci, drugich być może zachęci. Tak czy inaczej – smacznego :)  Kolorowo i zdrowo!!!

O domach, tych realnych i tych trochę mniej…

IMAG0291

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Skoro tak, to książkę „Domy” Carson Ellis wzięliśmy z bibliotecznej półeczki i już spieszymy, aby Wam o niej odrobinę opowiedzieć. Jest to pozycja dość minimalistyczna, takie określenie jako pierwsze przyszło mi do głowy po jej przejrzeniu. Skromna w słowach, za to zwracająca uwagę ilustracjami. Wyraźnie dominują określone barwy, nieco przydymione, ciemniejsze, bez jaskrawości i wesołych kolorów. Taka książka trochę do zadumy. Na niektórych stronach można się skupić na szczegółach rysunku, wyszukać bohaterów, opisać to, co się dzieje, inne kartki będą przykuwały uwagę jednym obrazem, jednym punktem. Warto po „Domy” sięgnąć. Zobaczymy z jednej strony typowych mieszkańców, rzeczywiste domy, z drugiej – napotkamy domy nieco baśniowe, niejednoznaczne. Nie zabraknie także interakcji z czytelnikiem. Pytania o to, kto  „tutaj” mieszka, będą zachęcały do refleksji, zastanowienia, w końcu do ruszenia w niezwykły świat wyobraźni.

IMAG0294IMAG0293IMAG0292

„Domy” – niezwykła, artystyczna książka. Mały M. i ja polecamy :)

Pierwsze oszczędności

Wyszperaliśmy gdzieś miedzy innymi książkami tym razem na półce domowej jedną z przygód Zuzi. Był taki czas w literackim życiu M. i Mamy, kiedy Zuzia z serii Mądra Mysz była czytana regularnie. Pamiętam, jak wypożyczyliśmy z biblioteki wszystkie dostępne części i po pewnym czasie na którychś z kolei targach książki Mały M. też chciał Zuzię, no to kupiliśmy. Tym razem część: „Zuzia dostaje kieszonkowe”. Wróciliśmy do domu, przeczytaliśmy, pewnie ze trzy razy, i odłożyliśmy na półkę, a że to książeczka dość cienka i mała, to nie wracaliśmy do niej za często, bo też nie rzucała nam się w oczy. Aż tu jednego wieczoru ktoś sobie o niej przypomniał. Przeczytaliśmy po kilka razy książki z biblioteki i te już dawno czekały na oddanie. Przejrzeliśmy inne nasze domowe skarby książkowe i nagle zachciało nam się Zuzi. A czemu nie? No i mądra matka (ech) przeczytała książeczkę jakże niepozorną, zdawać by się mogło. Otóż nie, treść wybitnie przykuła uwagę Małego M. A dlaczego? Bo o pieniądzach mowa była ;) I się zaczęło. Jak u Zuzi… Zuzia, blondynka z czerwoną wstążką na głowie, zobaczyła u swojej koleżanki Julki konika z ukrytą skrytką i zapragnęła również takiego mieć. Rodzice stwierdzili jednak, że koników ma bardzo dużo i kolejnego jej nie kupią. I tu dziecko wysunęło argument, że skoro Julia kieszonkowe dostaje, to ona również chce. I Mały M. też chce, a co!?

Cała historyjka tłumaczy zasady otrzymywania kieszonkowego, jest mowa o monetach, banknotach, ich przeliczaniu, o tym, że, jak kieszonkowe wydamy, to skarbonka znów jest pusta. Zuzia bawi się z rodzicami w sklep, układa monety w słupki, przelicza.

A my? A my robimy dokładnie to samo, nawet dzień otrzymywania kieszonkowego jest taki sam jak u naszej książkowej koleżanki. Co prawda, nie zbieramy na konika, lecz na zestaw strażaka Sama, choć to pewnie zmieni się w najbliższych dniach, ale zbieramy. Mały M. skrupulatnie przelicza swoje monety, dopytuje o ich wartość, a ja, wprowadzając go w zawiłości finansowe, tłumaczę, że pięć złotówek to tyle samo, ile jedna pięciozłotówka.

„Zuzia dostaje kieszonkowe” książka przez nas polecana jako jedna z pierwszych do nauki oszczędzania :)

IMAG0238IMAG0239

Co kryje ludzkie ciało?

IMAG0122Kiedy przychodzi czas zadawania pytań przez nasze dzieciaczki, dla nas rodziców pojawia się znakomita okazja do czarowania słowem i obrazem, do rozbudzania ich ciekawości. Kiedy bowiem przyjdzie ponownie czas, aby spojrzeć na świat oczami dziecka i razem z pociechą cieszyć się z pierwszych wiosennych kwiatów, lepienia bałwana, słuchania ptasiego śpiewu. Jak jeszcze bardziej zachęcić dziecko do odkrywania tajemnic przyrody, sekretów kosmosu, tajników ludzkiej natury? Chociażby podsuwać książki. My akurat jesteśmy na etapie książek, które odpowiadają na mnóstwo pytań. Oglądamy więc te o dinozaurach, o eksperymentach, przeglądamy trójwymiarowe książeczki o zwierzętach, przyszła także pora na ludzkie ciało. I choć na rynku jest mnóstwo książek o budowie ludzkiego ciała, my ostatnio przynieśliśmy z biblioteki książkę wydaną przez Centrum Edukacji Dziecięcej, zatytułowaną „ Poznajemy ludzkie ciało” Pozycja sprzed dobrych kilkunastu lat nadal jest aktualna. Czytelnicy „Dzieciaczki czytają” wiedzą, że większość omawianych tutaj książek stanowią te, które znajduję w bibliotece, a zatem są to utwory, które możemy odszukać w większości bibliotek dziecięcych i o których nie warto zapominać.

„Poznajemy nasze ciało” podejmuje następujące tematy: „To właśnie my”, „Skąd się wzięliśmy?”, „Tak właśnie rośniemy”, „Czym się różnimy?”, „W jaki sposób widzimy i słyszymy?”, „Co to jest dotyk, smak i węch”, „Jak wyglądają kości?”, „Co się dzieje, gdy się poruszamy?”, „Do czego jest nam potrzebna krew”, „Po co oddychamy?”, „Dlaczego musimy jeść i pić?”, „Co się dzieje w naszym brzuchu?”, „Dlaczego czasem mamy gorączkę?”, „Dlaczego musimy myć zęby?”, „Jak to jest z uczuciami?” oraz „Kto nas pocieszy, kto się  z nami pośmieje”. Mały M. najdłużej zatrzymał się przy ciekawostkach o brzuchu, kościach i zębach. Zobaczyliśmy, co się dzieje z pokarmem, gdy trafia do naszego układu pokarmowego. Pootwieraliśmy odpowiednie okienka, aby zaobserwować poszczególne etapy trawienia. Szukaliśmy rzepki kolanowej, próbowaliśmy wyczuć niektóre kości. A odkąd Mały M. zobaczył, jak bakterie, które zostają na zębie, mogą przedostać się do jego wnętrza, myje ząbki jeszcze dokładniej. Książka „Poznajemy nasze ciało” przeznaczona jest dla dzieci od lat trzech, już bowiem trzylatków zachęcą otwierane okienka, ukryte obrazki. W każdym rozdziale znajduje się teoretyczny, ale przeznaczony dla maluchów, wstęp teoretyczny, pojawiają się też pytania skierowane bezpośrednio do małego czytelnika, zachęcające do rozmowy, nie brakuje również zabawnych rysunków.

Jeśli Wasze dziecko jest na etapie  „Co? Jak? Dlaczego?”, ta książka powinna je zainteresować. Polecamy.

Mały M. i jego mama :)

IMAG0123 IMAG0126 IMAG0127

 Page 1 of 6  1  2  3  4  5 » ...  Last »